Iwona Kienzler - Życie i romanse polskich arystokratów.pdf

(1437 KB) Pobierz
Projekt okładki i stron tytułowych:
Anna Damasiewicz
Redaktor merytoryczna:
Zofia Gawryś
Redaktor techniczna:
Agnieszka Matusiak
Korekta:
Bogusława Jędrasik
Źródła ilustracji: Wikimedia Commons
Copyright © Iwona Kienzler 2021
Copyright © for this edition by Dressler Dublin sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2021
ISBN 978-83-11-16136-8
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie lub wykorzystywanie całości lub jakichkolwiek fragmentów bez zgody właściciela praw
zabronione.
Wydawca:
Bellona
ul. Hankiewicza 2
02-103 Warszawa
www.bellona.pl
Dystrybucja:
Dressler Dublin sp. z o.o.
ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki
tel. (+ 48 22) 733 50 31/32
e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl
www.dressler.com.pl
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer firmy Elibri
Wstęp
Na skutek uwarunkowań historycznych proces kształtowania się
arystokracji w  Polsce przebiegał nieco inaczej niż w  pozostałej części
Europy. W  początkach istnienia naszego państwa elitę narodu tworzyli
członkowie drużyn książęcych pierwszych Piastów, z  czasem
przekształcając się w  rycerstwo utrzymujące się z  ziemi nadanej prawem
lennym. W  dobie średniowiecza najwyższym urzędnikom w  Polsce
przysługiwał tytuł komesa, przy czym nie był to tytuł dziedziczny, a więc
nie przechodził automatycznie z  ojca na syna. Wprawdzie z  reguły
piastowali go kolejni członkowie danego rodu, i to przez kilka pokoleń, ale
przejęcie urzędu oraz związanego z  nim tytułu każdorazowo wiązało się
z koniecznością potwierdzenia tego faktu przez władcę. Od XV wieku tytuł
nadawany był nie przez monarchę, ale przez sejm.
Ponieważ wśród polskiej szlachty panowała zasada równości,
najtrafniej zobrazowana przez popularne przysłowie: „Szlachcic na
zagrodzie równy wojewodzie”, w Polsce nigdy nie wykształcił się zwyczaj
nadawania dziedzicznych tytułów arystokratycznych. Rolę arystokracji
w  Rzeczypospolitej odgrywała magnateria, najbogatsza, a  zarazem
najwyższa warstwa szlachty, której członkowie mieli niejednokrotnie
znacznie większy wpływ na rządy krajem niż dysponujący dziedzicznymi
tytułami francuscy parowie czy angielscy lordowie. Nie znaczy to
oczywiście, że naszym magnatom nie marzyły się tytuły, ale ponieważ nie
mogli ich otrzymać w  kraju, starali się je uzyskać od władców
zagranicznych, głównie od Habsburgów. W  ten sposób książętami zostali:
Radziwiłłowie, Denhoffowie czy Lubomirscy. Wprawdzie poczynania te
nie podobały się reszcie szlacheckiej braci, ale stojący na szczycie drabiny
społecznej magnaci nie zaprzątali sobie takimi drobnostkami głowy. Zresztą
w czasach panowania Sasów, gdy wraz z władcami z dynastii Wettinów do
Polski przybyli także sascy urzędnicy noszący tytuły arystokratyczne,
nadawanie tytułów przestało budzić kontrowersje. Jednak warstwa, którą
dziś nazywamy arystokracją, a  więc słowem wywodzącym się z  języka
starogreckiego, które powstało z  połączenia dwóch wyrazów
áristos
najlepszy oraz
kratós
–  władza, powstała w  Polsce dopiero na przełomie
XVIII i XIX stulecia.
Jak słusznie zauważał francuski socjolog Maurice Halb-wachs: „Klasa
arystokratyczna przez długi czas była podporą pamięci zbiorowej […]
nigdzie poza tym nie odnajdujemy takiej ciągłości życia i  myśli, nigdzie
ranga rodziny nie jest tak określona przez to, co ona i  inni wiedzą o  jej
przeszłości”
1
. Warto dodać, że polska arystokracja odegrała w  naszej
historii ważką rolę, którą trudno przecenić – dzięki wysiłkom członków tej
warstwy przetrwała polska kultura, ponieważ to właśnie oni zakładali
i  utrzymywali muzea, teatry, jak również inne placówki kulturalne,
sponsorując jednocześnie różnego rodzaju organizacje społeczne, czy
fundując stypendia dla uzdolnionych artystów i  młodych naukowców.
Jednak arystokraci mieli też życie prywatne, kochali się, żenili – wiedzeni
porywami serca, dobrem rodziny lub głosem rozsądku, rozchodzili, i  jak
zwyczajni zjadacze chleba, cierpieli z  miłości. A  społeczeństwo bardzo
chętnie nastawiało ucha na wszelkie wieści dotyczące ich życia,
szczególnie przygód miłosnych, zwłaszcza gdy chodziło o osoby zamożne,
znane, a często także zaangażowane w działalność polityczną.
A  było o  czym mówić, zważywszy, że w  XVIII wieku, gdy, jak już
wcześniej wspomniano, pojawiła się polska arystokracja, nastąpiła
deprecjacja instytucji małżeństwa. Duży wpływ na ten stan rzeczy miał
powszechny zwyczaj wstępowania w związek małżeński nie tyle z miłości,
ile kierując się dobrem dwóch rodów, z których wywodzili się młodzi, ale
także swobodne obyczaje i  liberalizacja docierająca nad Wisłę
z  rozbawionej, oświeceniowej Francji. Zdaniem ówczesnych moralistów
winę ponosił także ostatni koronowany władca Rzeczypospolitej Stanisław
August Poniatowski, który wiódł beztroski żywot kawalera i  hurtowo
uwodził damy, zarówno panny, jak i  mężatki. Nic zatem dziwnego, że
Julian Ursyn Niemcewicz odsądzał monarchę od czci i wiary, oskarżając go
wręcz o „zdeptanie wiary małżeńskiej”. Wydaje się jednak, że bardziej od
złego przykładu króla Stasia na rozluźnienie obyczajów wpłynęła sytuacja
ówczesnych kobiet. Historycy żyjący w  tamtych czasach zgodnie
przyznają, że wiek XVIII był epoką wszechwładzy płci pięknej, chociaż
wówczas nikt nie słyszał o  emancypacji czy równouprawnieniu. Trzeba
bowiem przyznać, iż w  drugiej połowie XVIII wieku kobiety rządziły
formalnie lub nieformalnie przeważającą częścią Europy. W Austrii władzę
sprawowała Maria Teresa, w Rosji cesarzowa Elżbieta, a po niej Katarzyna
Zgłoś jeśli naruszono regulamin