Sonia Rosa - Hotel 69.pdf

(1860 KB) Pobierz
Sonia Rosa
Hotel 69
1
1. Pokój 206
Dochodziła ósma trzydzieści, kiedy zbliżający się do czterdziestki
szpakowaty mężczyzna zaklął, brutalnie wyrwany ze snu przez dźwięk
budzika. Po tym, jak wyłączył alarm, przez dłuższą chwilę przeciągał się w
pościeli. W końcu wysunął stopy spod kołdry i nagi przeszedł przez pokój.
Szlafrok wisiał tam, gdzie go zostawił, na oparciu pikowanego fotela. Na
balkonie mocno wiało. Chłodne podmuchy targały poły jego frotowego
okrycia, ale nie zważając na to, że maj w tym roku zaczął się wyjątkowo
paskudnie, przez dłuższą chwilę stał na zewnątrz, przyglądając się
widniejącej w dole plaży, kulącym się z zimna ludziom na molo i jachtom
cumującym w sopockiej marinie. Kiedy wrócił do pokoju, szeroko ziewnął,
zrzucił szlafrok na podłogę i sięgnął po telefon. Jego asystentka odebrała po
dwóch dzwonkach, zupełnie jakby nosiła komórkę zawieszoną na szyi. Ale
w sumie całkiem mu się to podobało – Anna była czujna, konkretna i
profesjonalna, jak lubił.
– Słuchaj, przemyślałem sobie wszystko i już wiem, co robimy. Przede
wszystkim zadzwoń do Karwowskiego i przekaż mu, że głęboko w dupie
mam jego złodziejską ofertę. A później wyślij kwiaty mojej żonie i zamów
mi samochód. Niech kierowca podjedzie pod hotel kwadrans przed
dziesiątą.
– Hotel Sześćdziesiąt Dziewięć?
– Tak, przecież już ci mówiłem! – burknął. – A Karwowskiemu
przekaż, że jeszcze się spotkamy. Niech ten arogancki buc nie myśli, że
będę się przed nim płaszczył, i niech sobie w dupę wsadzi te grosze!
– Jest pan pewien, szefie? Ta oferta mogłaby…
– Tak, jestem, kurwa, pewien! Kończę, muszę się odlać! – warknął i nie
czekając na odpowiedź dziewczyny, przerwał połączenie.
Zanim wszedł pod prysznic, zadzwonił do recepcji.
– Potrzebowałbym jeszcze jeden duży ręcznik. Pokój dwieście sześć.
– Oczywiście. Już wysyłam pokojówkę – obiecał recepcjonista.
2
Kiedy pokojowa zapukała, podszedł do drzwi nagi, ze szklanką whisky
w dłoni. Wiedział, że nie powinien pić na czczo, ale podczas wyjazdów
służbowych robił wiele rzeczy, które na co dzień nie przeszłyby mu nawet
przez myśl.
– Ręcznik dla pana. – Kobieta była ponad czterdziestoletnia, mocno
otyła i wyraźnie zszokowana jego nagością.
Skrzywił się i zatrzasnął jej przed nosem drzwi.
– Proszę pana? – Usłyszał zza nich jej niepewny głos, w końcu na
korytarzu zapadła cisza.
Do recepcji zadzwonił chwilę później.
– Dzwonię z dwieście sześć, prosiłem o duży ręcznik.
– Proszę wybaczyć, pokojówka jeszcze do pana nie dotarła? Wydałem
dyspozycję, więc nie wiem, co się stało… – W głosie młodego
recepcjonisty gość usłyszał zmęczenie, a może coś jeszcze.
Poirytowanie? Nie, na to na pewno ten smarkacz by sobie nie pozwolił.
Biznesmen uśmiechnął się krzywo.
– Dotarła – powiedział.
– Rozumiem. Czy mogę jeszcze jakoś pomóc?
– Nie rozumie pan… Dotarła, ale mi się nie spodobała! Przyślijcie taką,
na widok której nie będę miał nocnych koszmarów! – warknął, po czym się
rozłączył.
Przez kolejne cztery minuty nagi kręcił się po pokoju, nerwowo bębniąc
palcami o drewniane blaty mebli. Później zerknął w stronę drzwi i złośliwie
się uśmiechnął. Nie przyślą żadnej innej? A może jednak?
Pukanie rozległo się kilkanaście sekund później, tym razem znacznie
bardziej zdecydowane, głośniejsze.
– Ręcznik dla pana. – Usłyszał, kiedy otworzył.
– No, na ciebie aż miło popatrzeć, słoneczko. – Wyszczerzył się w
szerokim uśmiechu, bo stojąca w korytarzu blondynka prezentowała się
naprawdę fantastycznie. – Wejdź, kiciu, ogarniesz mi łazienkę.
– Chętnie, pod warunkiem że założy pan szlafrok. – Dziewczyna
posłała mu lodowaty uśmiech.
– Dla ciebie wszystko. – Mrugnął do niej i poczłapał w głąb pokoju.
3
Kiedy wrócił do drzwi, atrakcyjna pokojówka przecierała lustro w
łazience.
– To co? Wspólny prysznic? – zapytał.
Sekundę później wyciągnął rękę i bezczelnie złapał ją za pośladek.
Odwróciła się gwałtownie i przywarła plecami do ściany.
– Co, kotku? Zgorszyłem cię? Daj spokój, z twoim boskim ciałem
musisz codziennie dostawać tego typu propozycje. Zrzuć te łaszki, weź ze
mną szybki prysznic, zapłacę. Ile byś chciała? Dwie stówki? Trzy? Pięć? –
Oblizał wargi i opuszkami palców musnął jej policzek. – Jesteś cholernie
seksowna, zdajesz sobie z tego sprawę?
Nie odpowiedziała. Bez słowa wybiegła z łazienki i pognała w stronę
drzwi.
– Daj spokój, chyba się nie obraziłaś?! W waszej broszurze
wyczytałem, że spełniacie wszystkie zachcianki gości! – krzyknął przez
uchylone drzwi, ale ona zdążyła już wsiąść do windy.
Ochrona zjawiła się kilka minut później. Postawny byczek koło
trzydziestki w towarzystwie równie umięśnionego kolegi. Obaj w ciemnych
garniakach, pod krawatami, poważni jak śmierć i sztywni jak nieboszczyk
w przyciasnym trumiennym garniturze. Tuż za nimi stała panienka, która
odmówiła wspólnego prysznica. Czerwona z wściekłości, z oczyma
pełnymi łez, roztrzęsiona.
– Proszę wybaczyć najście, ale pani mówi, że zachowywał się pan
niestosownie – zagaił ten wyższy.
– Ja? – Biznesmen udawał niewiniątko.
– Tak, pan! – Dziewczyna podniosła głos i dopiero ręka ochroniarza na
jej ramieniu nieco ją uspokoiła.
– To ta pani jest nieprofesjonalna! Kiedy tu weszła, zaproponowała
lodzika. Chciała mi obciągnąć za stówkę, tak tanio się ceni!
– Człowieku, co ty pieprzysz?! – Dziewczynie w końcu puściły nerwy i
z płaczem pobiegła w stronę wind.
– To kurewka, chłopie! Zaproponowała obciąganie, a kiedy
pomachałem jej przed nosem obrączką…
– Ani słowa więcej, proszę pana. Proszę teraz grzecznie spakować
swoje rzeczy i zejść z nami do recepcji, a my będziemy tak mili, że
4
Zgłoś jeśli naruszono regulamin