Rodrigo Rey Rosa - Głusi.pdf
(
1532 KB
)
Pobierz
Od autora
Jest możliwe i oby się tak stało, że za kilka lat czytelnicy nie będą już
pamiętać, co znaczą niektóre słowa pojawiające się na stronach tej powieści
i popularne w hiszpańszczyźnie dzisiejszej Gwatemali. Oddziały znane pod
nazwą PAC (Patrullas de Autodefensa Civil, czyli Patrole Obrony
Obywatelskiej) zostały stworzone przez gwatemalską armię jako jeden
z elementów polityki przeciwpowstańczej. Tylko w latach 1982–1983 w ich
działania włączyło się ponad milion mieszkańców wsi, głównie Indian
Majów między piętnastym a sześćdziesiątym rokiem życia. W ten sposób
powstało cywilne wojsko, które zlikwidowało dawny indiański system
władzy i stało się narzędziem kontroli majańskich wspólnot. Piętnaście lat
po ostatecznym rozwiązaniu oddziałów PAC ich byli członkowie (określani
mianem ekspaków) wciąż mają realny wpływ na życie gwatemalskiej wsi.
Z kolei
kaibiles
to żołnierze z elitarnych jednostek gwatemalskiej armii,
wyszkoleni do operacji specjalnych. Amnesty International otrzymała
liczne zgłoszenia dotyczące łamania przez ekskaibilów praw człowieka.
Ponieważ fabuła powieści tego wymagała, zdecydowałem się (choć zwykle
tego nie robię) na pobieżne badania, by zapoznać się choćby z podstawami
prastarego
majańskiego
systemu
sprawiedliwości.
Serdeczne
podziękowania za wyczerpujące i cierpliwe wskazówki zechcą, mam
nadzieję, przyjąć José Ángel Zapeta García,
tata z
Totonicapanu i student
prawa na Uniwersytecie San Carlos w Gwatemali, oraz Juan Tzoc Tambriz,
który razem z innymi
tatas
przyjął mnie w swoim gabinecie w Domu
Pradawnej Majańskiej Władzy w Nahualá, czyli w jednym
z najważniejszych centrów majańskiego prawodawstwa i zarazem miejscu,
gdzie najprawdopodobniej powstał słynny, spisany w języku Kiczów
dokument pod tytułem
Panowie Totonicapanu
(1554).
Tz’ite
to „święte
zawiniątko”, bez którego nie może się rozpocząć żaden majański sąd.
Słowo
solonik,
które można by przetłumaczyć jako „rozplątywanie
węzłów”, określa rodzaj praktyki prawno-duchowej. Ponadto chciałem tu
podziękować rodzinie i przyjaciołom, którzy w charakterze modeli – albo
może mediów – posłużyli mi do kontrolowanego śnienia, będącego istotą
tych długich ćwiczeń z wyobraźni.
W jakiż atoli sposób owa siła najwyższa
bierze się do tego obrachunku,
jak wyznacza i jak odosabnia tych,
których skazała na śmierć?
Maeterlinck,
Życie termitów
(przeł. Franciszek Mirandola)
Prolog
W San Miguel Nagualapán mieszkało troje biednych Kiczów –
staruszka z dwojgiem wnucząt – którzy co tydzień wyprawiali się nad
jezioro, żeby sprzedawać turystom miniaturowe moździerze metate.
Ponieważ ojciec dzieci wyemigrował na Północ, a matka regularnie
najmowała się na wybrzeżu do pracy przy zbiorach kawy, babka ze strony
ojca, wdowa, zajmowała się wnukami.
Chłopiec był głuchy i nie miał wskazującego palca u lewej ręki. Sam go
sobie uciął, bo nie trafił dłutem w wulkaniczną skałę, z której robił metate.
Trzyletnia dziewczynka podróżowała zwykle na plecach babki, na modłę
Kiczów zawinięta w chustę.
Andrés porozumiewał się z babką za pośrednictwem systemu znaków,
od niepamiętnych czasów rozpowszechnionego w regionie, gdzie głuchota
nie jest niczym wstydliwym. „Głusi mają niezwykłe moce – mówiono. –
Mają dostęp do innych światów”.
Świat Andresa był przebogaty w doznania, pośród których jedno
z najważniejszych stanowiła szczelnie spowijająca chłopca czułość oddanej
mu babki. Andrés żył pośród kształtów, zapachów i smaków, pozbawiony
jednak dźwięków, bo nie działało jego wewnętrzne ucho.
Urodził się w dniu
Chuen,
dniu Małpy. To wyznaczyło jego los, jego
przeznaczenie, twierdzili
tatitas, nahuales,
starsi. Miał dryg do prac
artystycznych i wszelkich innych oraz miły charakter, zupełnie jak małpka,
beztroska i zabawna, ale zarazem ostrożna, zdolna naśladować wszystko,
cokolwiek zechce, mówiono.
W czwartki i niedziele, dni targowe, trójka Kiczów zwykła się
wyprawiać nad jezioro pośród wulkanów. Wcześnie rano schodzili
z moździerzami w torbie ścieżką prowadzącą z wioski ku szosie i o szóstej
łapali autobus, pomalowany na kolorowo stary szkolniak, by dotrzeć nim
do Tierra Blanca albo Los Encuentros, gdzie rozwidlają się drogi. Tam
wsiadali w pikap, który wiózł ich do jednego z położonych nad jeziorem
miasteczek, zawsze pełnych turystów albo
kaxlanes,
jak Kiczowie
nazywają ludzi o jasnej skórze. Za pomocą znaków babka wyjaśniła
wnukowi, że
kaxlanes
przybywają z innej części świata i są niczym duchy:
potężni, kapryśni i czasem źli – jak tamci, co przywłaszczyli sobie ziemię
ich dziadków i babek, zmuszając Indian do porzucenia swoich bogów i do
spalenia płócien opowiadających pradawne historie, albo jak ci, którzy
Plik z chomika:
annet.farren
Inne pliki z tego folderu:
Katarzyna Puzyńska - PDF Pack - 25.rar
(41634 KB)
Artur Nowak - PDF Pack - 12.rar
(23353 KB)
B.V. Larson - PDF Pack - 39.rar
(107030 KB)
Marcin Mortka - PDF Pack - 41.rar
(117162 KB)
Sławomir Leśniewski - PDF Pack - 11.rar
(85593 KB)
Inne foldery tego chomika:
Audiobook(1)
Crimsonland 2.0
Czasopisma RPG
Filmy
Galeria
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin